Cześć. Jestem Paulina, mam 26 lat i cierpię z powodu braku swojego stylu.
To nie będzie blog z pięknymi stylizacjami, sesjami modowymi czy nowinkami ze świata trendów. To będzie blog o POSZUKIWANIU STYLU, zaakceptowaniu siebie i dążeniu do bycia lepszą wersją siebie :)
Dlaczego więc postanowiłam założyć bloga?
Nigdy
nie czułam się w 100% sobą w swoich ubraniach. Zawsze
szara myszka, o której nikt nigdy nie powiedział, że wygląda super,
dziewczyna
w przeciętnych sweterkach i nudnych dżinsach. Nigdy nie wiedziałam, co
na
siebie włożyć, żeby było fajnie i stosownie do danej sytuacji... Nawet
kopiowanie jakiś stylizacji moich ulubionych ikon mody, nie wychodziło
mi zbyt zgrabnie. Do tego rozmiar 42 i wieczne wyrzuty sumienia...
W mojej szafie „góry” rzadko pasowały do „dołów”, co
wywoływało we mnie frustrację, natomiast szalały w niej wszystkie kolory i
wzory świata.
Nie mam określonego stylu. Nie zawsze wiem, co pasuje do
mojej sylwetki, jaka ona naprawdę jest, w którym kolorze mi dobrze.
Uwielbiam przeglądać blogi modowe – podziwiam dziewczyny
modnie ubrane, i uwierzcie mi - naprawdę długo wzdychałam, że nie mam tylu
ciuchów, torebek i butów. Ale im dłużej przyglądałam się blogerkom modowym tym
bardziej zdawałam sobie sprawę, że to nie dla mnie.
Nie oszukujmy się – nie każdy z nas ma do dyspozycji
garderobę wielkości pokoju. Większość z nas –
przeciętnych Polek bez blogów – nie ma sponsorów, nie dostaje paczek z ciuchami
w zamian za ich noszenie i reklamę, nie ma AŻ takiego budżetu na ubrania.
My po prostu mamy swoje ciuchy, a ich ograniczona bądź
nadprogramowa ilość doprowadza nas do szału.
I ja tak mam.
Do tego wszystkiego:
- zarabiam niezbyt wiele, więc mój budżet na ciuchy jest naprawdę ograniczony,
- mieszkam w małym mieście, w którym jedynymi sklepami z odzieżą są małe sklepy z odzieżą marek no name, lumpeksy oraz Pepco, chiński market, Textil Market,
- nie ma tu żadnych sieciówek,
- noszę rozmiar 42.
Tak więc, żeby wyglądać powyżej przeciętnej trzeba się
naprawdę postarać.
Pierwszy
etap mam za sobą – zaakceptowanie swojego rozmiaru. W sumie zawsze
byłam 42, bez względu na to, czy ćwiczyłam, czy leżałam, czy jadłam
zdrowo czy niezdrowo. Po prostu jestem 42 i już
Drugi etap - sprzątanie szafy. Było ciężko, było kilka etapów wyrzucania, oddawania, sprzedawania i myślę, że mimo wszystko uchowało się jeszcze parę sztuk, których z powodzeniem mogłabym się jeszcze pozbyć. Ale to wszystko z czasem.
Drugi etap - sprzątanie szafy. Było ciężko, było kilka etapów wyrzucania, oddawania, sprzedawania i myślę, że mimo wszystko uchowało się jeszcze parę sztuk, których z powodzeniem mogłabym się jeszcze pozbyć. Ale to wszystko z czasem.
Trzeci etap nadszedł samoistnie – zdałam sobie sprawę, że
naprawdę chcę zacząć nosić moje ubrania, mieć je na sobie więcej niż 2 razy,
być z nimi kojarzona, mieć swój styl.
I ostatnia faza – jakość – to nieuchronny element zmian. Mimo,
że nie stać mnie na torebkę Furla czy zegrek Daniel Wellington,
to myślę, że i bez nich mogę wyglądać stylowo.
Mam nadzieję, że z Waszą pomocą moja metamorfoza się uda a
prowadzenie bloga ułatwi mi odnalezienie wielu odpowiedzi na frustrujące mnie
pytania.
Witajcie więc na blogu: SZUKAM SWOJEGO STYLU

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz